Muffak

Nic nie przyniesie ci zadowolenia, jeśli nie postarasz się o nie sam. /R.Emerson/

Szybkie przeobrażenie spódnicy DIY

Luty20

Mam fajną spódniczkę dżinsową z (niestety) przetartymi już brzegami… Postanowiłam więc, że spróbuję coś z tym zrobić. Miałam dwa wyjścia – skrócić spódnicę lub też coś naszyć – wybrałam tę drugą opcję.
 spódnica dół efekt

Zawsze podobały mi się zwiewne i romantyczne koronki i tak na prawdę, gdy tylko wypatrzę jakieś ubranko z fikuśnymi i nieszablonowymi dodatkami staję przy nim jak uparty osiołek…

Wracając do tematu. Kupiłam niecałe 2m cienkiej koronki w kremowym kolorze i podzieliłam ją na kawałki dopasowane do długości poszczególnych fragmentów wymagających ukrycia. Poniżej widok brzegu mojej sfatygowanej spódniczki.

spódnica przymiarka

Przypięłam szpilkami koronkę, pozostawiając małe fragmenciki na brzegach na podłożenie (przed przyszyciem warto je przeszyć na maszynie, inaczej się wysupłują nitki…). Następnie wszystkie elementy przyfastrygowałam i przeszyłam na maszynie.

spódnica szpilki
Niestety pewne fragmenty przy kieszeniach (na końcach) trzeba wykończyć ręcznie, ponieważ maszyna tam nie wjedzie… Poniżej możecie zobaczyć efekt mojej pracy oops

spódnica przód efekt

 
spódnica tył efekt
Całość zajęła mi około godziny, więc nie jest to bardzo czasochłonna zmiana. Pozdrawiam wave

Sówko-pingwin

Kwiecień16

Powstała (w zamierzeniu sówka) z chęci zrobienia czegoś nietypowego. Przy wycinaniu formy i projektowaniu tego tworka pomagała mi Tola, ona też dostała gotową sówkę-pingwinka na swoje urodzinki. Aby było zabawniej każdy w w niej widział coś innego – ja sówkę, mama Toli pingwina, a mój mężuś Angry Bird’a śmiechowa żaba Zresztą oceńcie sami…

sówko-pingwin sówko-pingwin leżący sówko-pingwin leżący 2 sówko-pingwin widziany z góry

Ponieważ jestem początkującą szwaczką i projektantką, to troszkę nie równo wyszły mi skrzydełka – jedno przyszyłam wyżej niż drugie, ale cóż, każdemu może się zdarzyć… Sęk w tym, że zauważyłam to już po wypchaniu…

Kurs szycia

Kwiecień16

Niektórym już wiadomo, innym jeszcze nie, ale ostatnio poszerzam swoje umiejętności w rękodzielnictwie. Tym razem wybór padł na kurs szycia na maszynie. Bardzo przydatna rzecz, szczególnie, gdy nie ma się wymiarów modelki confuse No dobrze, teraz już są modelki ,,40+”, więc nie będę narzekać.

Sam kurs (w krakowskim NCKu), na który się pokusiłam, muszę jednak wszystkim odradzić! Wiedzy fachowej jest tam mało, sprzęt żałosny (stare maszyny – w liczbie 8, działających może z 4-5), a dziewczyn… 17! Poza tym – każdy musi sobie sam znaleźć wykroje. Najlepiej takie, które pani się spodobają (nie koniecznie nam), bo oprócz wykroju na bluzkę (tylko do rozmiaru 40) nic nie jest gwarantowane. Oczywiście usłyszy się odpowiedni komentarz, jeżeli tylko człowiek spróbuje się postawić, że chce robić tak jak to opisano w burdzie, czy w jakiejś innej gazecie – ,,bo ma być tak i już, bo to jest na zaliczenie” – inaczej nie dostanie się dyplomu sekret A wiadomo, że każdemu zależy, by tenże extra świstek dostać stinkeye  No i jeżeli ktoś ma rozmiar większy niż owy magiczny 40, to może już stać się celem niewybrednych dogryzków – tu pozwólcie, że zacytuję ,, ja nie rozumie jak można tak jeść, żeby tak tyć!” Można by wiele jeszcze przykładów przytaczać, ale z drugiej strony po co? Jak ktoś chce się dowiedzieć dlaczego odradzam, może napisać do mnie na priva.

Żarty, żartami, ale gdy ktoś tak na serio chce się nauczyć szyć, to niech wybierze inny kurs. Ja żałuję, ale cóż, na chwilę obecną nie stać mnie już na inny…