Muffak

Nic nie przyniesie ci zadowolenia, jeśli nie postarasz się o nie sam. /R.Emerson/

O posłuszeństwie

Styczeń21

Jego brak jest zmorą naszych czasów.

Jak myślicie, co się pojawiło w internecie, gdy wpisałam w wyszukiwarce słowo „posłuszeństwo”? Wyskoczyło nieco demotywatorów, całe mnóstwo szkoleń dla psów oraz różnego rodzaju hasła dotyczące łamania praw człowieka, przymuszania do wykonania czegoś, stawiania oporu, katowania zwierząt itp. Czy faktycznie tak jest?!

Pomyślałam zatem, że spróbuję Wam pokazać zalety posłuszeństwa, tak jak widzę je ja – oczami kobiety i do tego katoliczki. Poczytajcie, jakie jest moje spojrzenie, na tę arcyważną cnotę.

W naszych czasach dzieci nie są posłuszne rodzicom, nigdzie też już nie słyszy słyszy się, by jak dawniej żony były posłuszne swoim mężom, a niewykonanie poleceń pracodawcy jest obecnie brane za odwagę, a nie chamstwo i przyczynek do tego, by być z pracy wywalonym… Dobrze, że jeszcze zakonnicy są posłuszni, a żołnierze wykonują rozkazy! Ich pewnie też niedługo dosięgnie ta zmora…

Każdy w naszych czasach się czegoś lub kogoś boi – rodzic, że dziecko na niego naskarży (chore, ale się zdarza), mąż, że żona zadzwoni na policję, jeżeli będzie chciał dać rozpuszczonemu bachorowi w tyłek (prawdziwe), a pracodawca boi się, że nie będzie miał kto dla niego pracować, jeżeli zwróci uwagę pracownikowi za jego niesubordynację. Nic dziwnego zatem, że te nasze „świetne” czasy zeszły na psy.

Pierwszym znanym powszechnie przykładem nieposłuszeństwa był oczywiście grzech Adama i Ewy. Później już szybko potoczyły się kolejne 🙂

Wagę połuszeństwa znano już od zarania dziejów. Nawet niepiśmienne ludy miały swoich wodzów, względem których były posłuszne. Było to zachowanie celowe – głównie by zapewnić sobie miejsce w społeczności, a co za tym idzie bezpieczeństwo i opiekę dla siebie i swojej rodziny.

Posłuszeństwo od wieków było wpisane we wszystkie role społeczne, począwszy od rodziny — swojej najmniejszej komórki. Głową rodziny zawsze był ojciec (istniały kiedyś także społeczeństwa matriarchalne, ale nie w naszej europejskiej kulturze), którego zadaniem było utrzymanie rodziny i kierowanie nią. Każdy miał swoje zadania i związane z nimi obowiązki. Ojciec zapewniał byt rodzinie, matka wychowywała dzieci i zajmowała się ogniskiem domowym. A dzieci miały być posłuszne.

Jeszcze do nie dawna (przed Soborem) dawano rodzicom w kościele (katolickim) do zrozumienia, że są odpowiedzialni za to, czy ich dziecko będzie się skłaniało w życiu ku niebu, czy też ku wręcz przeciwnej stronie. Na prawdziwie katolickich rodzicach ciąży zatem duża odpowiedzialność – zbawienie ich dzieci. Stąd też, ich właściwe wychowanie było obwiązkiem moralnym.

Teraz wszystko stoi na głowie. Matka (wiadomo w spodniach – poczytaj, co o tym sądzę tutaj) rozporządza tym, co powinien robić mąż, kompletnie nie przejmując się tym, czy sama dobrze spełnia swą rolę i co ważniejsze, czy słusznie… Mężczyzna bowiem, prawem natury, ma zupełnie inne kompetencje niż kobieta. Na jego dezycje nie działają emocje, które zazwyczaj są doradcami kobiet (niestety nie najlepszymi), a co za tym idzie, męskie wybory są logiczne i przemyślane, a nie szybkie, pochopne i zależne od chwilowego nastroju…

Szkoda, że mało jest w naszych czasach mężczyzn, którzy znają swoje miejsce i swoją rolę i nie chowają się z lękiem za pantoflem swojego kobietona. Oni mają szansę na stworzenie rodziny, w której wszystko jest na właściwym miejscu. Wierzę, że są jeszcze tacy, którzy potrafią swojej wybrance wyprostować pojęcia, nie siłą i krzykiem, ale właśnie tą męską postawą „głowy” rodziny i w razie potrzeby logiczną argumentacją 😀

Czy zatem warto wymagać posłuszeństwa? Zdecydowanie tak! Ucząc dzieci posłuszeństwa (tacy się nie rodzimy!) sprawicie, że wyrosną na odpowiedzialnych ludzi, którym będzie można powierzyć ważne zadania. Będą budziły zaufanie i z pewnością zostaną docenione przez przyszłych pracodawców, którzy coraz częściej mają problem ze znalezieniem dobrego, godnego zaufania pracownika.

W posłusznych dzieciach będziecie mieć także przyszłą karną młodzież, a potem dobre matki i rozważnych ojców przyszłych pokoleń. A na starość radość z dobrze spełnionego obowiązku. Czego i Wam i sobie życzę!

Kilka pożytecznych cytatów dotyczących posłuszeństwa:

Pierwszą cnotą młodego człowieka jest posłuszeństwo własnym rodzicom i przełożonym. /Ks. Bosko/

Posłuszeństwo jest najkrótszą drogą, aby dotrzeć do nieba. /św. Filip Nereusz/

Musi być coś wielkiego i boskiego w cnocie posłuszeństwa, skoro nasz Pan tak ją ukochał od urodzenia aż do śmierci, skoro wszystkich czynów swojego życia dokonał w posłuszeństwie. /św. Wincenty/

Posłuszeństwo jest to cnota, która w nas sprawia, że stajemy się uległymi Panu Bogu i tym wszystkim, którzy Go zastępują. Jest to cnota dla wszystkich bez wyjątku, dla każdego stanu i powołania, gdyż każdy powinien być posłusznym. Cnota ta zawiera w sobie wszystkie inne cnoty. Święty Grzegorz mówi: „Że posłuszeństwo tak zaszczepia cnoty w duszy i one zachowuje i udoskonala, jak ogrodnik zaszczepia drzewka w ogrodzie i je pielęgnuje.“ Ustąpią cnoty, a miejsce ich odziedziczą grzechy, jeżeli nie będzie posłuszeństwa dla zwierzchności. Z wszystkich ofiar, jakie Bogu czynić możemy, najmilsza jest ofiara posłuszeństwa, ponieważ oddajemy Panu Bogu to, co najwięcej cenimy, to jest: wolność naszą./Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni w roku, 21 maja/

Będziesz mądrym według Boga, jeżeli nie będziesz roztrząsał ani się zastanawiał nad tem, co ci rozkazują, ale będziesz słuchał z dziecinną prostotą i rządził się światłem wiary, uważając za rzecz świętą, pożyteczną, mądrą, tylko to, co prawo Boskie i wola przełożonego rozkazuje. Posłuszny nie roztrząsa rozkazów przełożonych, bo cała jego rozkosz czynić to, co mu każą. Bądź przekonany, że wszystko, co przełożony rozkazuje, jest pożyteczne i potrzebne, a nie bądź tak śmiały, abyś swe zdania o tych rzeczach wydawał, które ci rozkazuje. Bądź przekonany, że obowiązkiem twoim jest być posłusznym i spełniać wolę przełożonego, idąc za słowami Mojżesza: „Słuchaj, Izraelu! a nie mów i słowa.“ Znak duszy niedoskonałej i serca bez cnót, jest rozbierać wolę przełożonego i zastanawiać się nad tem, co mu rozkazuje i chcieć wiedzieć dlaczego to rozkazuje, nie ufać rozkazowi i wymagać wyjaśnienia powodu rozkazu i wypełniać z ochotą tyko te rozkazy, które mu się podobają i są według jego myśli i woli. Powinność, wynikająca ze sprawiedliwości jest, aby człowiek swój rozum poddał woli Bożej i temu, kto Go zastępuje. Aby swój rozum poddać, potrzeba wierzyć, czego się nie rozumie; aby wolę poddać, potrzeba czynić, co nie przypada do smaku. Jezus Chrystus mówi, że czyni, co Mu Ojciec każe; a ty sądzisz według własnego rozumu i czynisz, co ci do gustu przypada. Nie jestże to świętokradztwem ujmować cząstkę z całopalenia? /Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni w roku, 21 maja/

O zbrodni i karze… Cz.2

Styczeń5

histeria2

Kara brzmi w naszych czasach, jak coś zakazanego, coś co należałoby w ogóle wykluczyć ze słownika, a z życia przede wszystkim. Dzięki niepisanemu zakazowi stosowania kar w „wychowaniu” bezstresowym, mamy teraz całe rzesze „wspaniałej” młodzieży – wiem, pracowałam w gimnazjum i za pracę z ową w szkole – dziękuję, postoję. Jednakże, już sam Arystoteles powiadał, że kara jest także rodzajem lekarstwa.

Brak kar wiąże się z brakiem ponoszenia konsekwencji swoich czynów, generuje ludzi niezdolnych do stworzenia trwałego związku, utrzymania stałej pracy, mających „spinkolone” życie, bez celu, bez idei, bez sensu. Nic dziwnego, że gonią z pieniądzem, zaspokojeniem chuci, wpadają w nałogi – nie znają przecież ograniczeń, no bo i w jakim celu, dla kogo?

Jestem zwolenniczką kar, nie cielesnych, żeby mnie tu ktoś nie ścigał sądownie, ale takich, które dziecko zrozumie i… odczuje. Dziecko musi wiedzieć kiedy postępuje źle, a my jesteśmy od tego, żeby wytłumaczyć co i dlaczego. Jeżeli uparcie postępuje źle, należy znaleźć tego przyczynę.

Jeżeli krzyczy – może jest przygłuche? A może to jedyny sposób w jaki komunikują się jego najbliżsi? Wierzcie mi, gdy zechcecie zrozumieć dziecko – wszystko stanie się jasne, ale wyjdą też rzeczy, które będziecie musieli zmienić w sobie, maluch jest bowiem Waszym lustrzanym odbiciem…

Jeżeli jest nadruchliwe, to może za dużo ma w swojej diecie cukru? – badania naukowe potwierdzają korelację między ADHD a spożyciem tego białego proszku w nadmiarze. Druga istotna sprawa, to ta, że dzieci „na glukozie” nie odczuwają głodu – nie dawajcie im zatem słodyczy w zamian za normalny obiad – nie dostarczacie im składników potrzebnych do rozwoju, a tylko dokarmiacie parazyty… A te mówią na sam widok słodyczy mniam, mniam, mniam

Jeżeli Wasze dziecko często histeryzuje, możliwe, że jako Rodzice nie potraficie być konsekwentni i po zabronieniu czegoś, po chwili płaczu przystajecie na żądania małego terrorysty – cóż, dajecie się nabrać na najprostszą i chyba najstarszą metodę manipulacji…

histeria

Zawsze jest jakaś przyczyna niewłaściwego zachowania, ale nie oznacza to, że takowe powinno się zostawić bez nagany, muszą za nie grozić jakieś sankcje – przemyślane i odpowiednie dla wieku i stanu pojęciowego dziecka. Po pierwsze kara za nie musi być adekwatna, wymierzona bez silnych emocji (zakłócają nam odbiór rzeczywistości) i najlepiej natychmiastowa, tak by szczególnie małe dziecko rozumiało kontekst przyczynowo-skutkowy.

Jakie mogą to być kary?

  • nudzenie się przez określony czas – szczególnie nie lubią go maluchy – polega na siedzeniu przy stoliku, na dywanie, bez zabawek, bez rozmów, najlepiej w ustalonej pozycji;

  • ograniczenie czasu oglądania bajek, korzystania z internetu, telefonu;

  • wyjście do innego pokoju;

  • ograniczenie lub wykluczenie codziennych słodyczy;

  • rezygnacja z atrakcji, które zaplanowaliście.

Dziecko musi wiedzieć, czego od niego oczekujesz. Komunikaty muszą być proste i jasne, te o karze szczególnie. Najlepszy jest sposób na liczenie do n… (Liczę do 10, jak tego nie zrobisz…). Gdy mówicie do starszych dzieci (kilkulatków), dobrze by było, gdybyście zawarli krótkie wytłumaczenie np. prosiłam byś nie jeździł samochodami po ścianie, bo ją brudzisz – ponieważ nadal to robisz, będziesz się nudził przez 5 minut.

Na histerię jedna rada – nie reagować, a najlepiej nawet zniknąć z oczu – starszaka można spytać, czy ono wychodzi z pokoju, czy my… I druga rzecz – nauczyć się konsekwentnego mówienia nie – można określić dlaczego, np. każdy może zjeść tylko po 1 bananie, idziemy do sklepu tylko po chleb etc.

Życzę powodzenia przy wdrażaniu właściwych zasad – mnóstwa cierpliwości i opanowania, gdyż będą Wam potrzebne…  minibyebye1

O zbrodni i karze… Cz.1

Grudzień31

bad-kid

Dlaczego akurat o tym chcę napisać? Ponieważ przeraża, szczerze przeraża mnie to, co widzę na ulicach, w sklepach, w przedszkolach, domach… Cierpnie mi skóra i odzywa się z dezaprobatą mój głos wewnętrzny – jak tak w ogóle można? Jak można w cywilizowanym świecie dopuścić do tego, by dorośli (bo zakładam, że tacy są) ludzie zezwalali na zachowania swoich dzieci, które nie mają nic wspólnego z dobrym wychowaniem, ba nawet pokuszę się o stwierdzenie, że nie mają w ogóle nic wspólnego z wychowaniem.

Drodzy Rodzice, rozumiem, że często brak już Wam sił, pewnie nieraz chcielibyście sobie odpocząć od wrzasków w domu i ciągłego „zawracania głowy”, wcale się Wam nie dziwię. Dom powinien być oazą spokoju, miłości i… przynajmniej względnej ciszy. W domu powinniśmy móc odpocząć i zregenerować siły na kolejny dzień. Czemu jednak to wydaje się niektórym niemożliwe? Cóż, czas na wytoczenie działa – oto zbrodnie.

histeria1

Uczcie dzieci zabawy w ciszy – wcale a wcale nie potrzeba do zabaw wrzasków, pisk radości może się zdarzyć, ale nie przez cały czas i w granicach dopuszczalnych dla słuchu norm.

Uczcie mówić dzieci, a nie krzyczeć – dlaczego one krzyczą? Krzyczą, bo ich nie słuchacie! Poświęćcie im swoją uwagę, choćby na 5 minut dziennie, ale niech to będzie prawdziwa uwaga, a nie w stylu „tak, tak, podoba mi się – co mówiłeś?”.

Uczcie dzieci po sobie sprzątać – błagam, nie róbcie tego za nie! Dlaczego? Niech to będzie ich pierwszy obowiązek, niech nauczą się go wypełniać solennie i co ważne konsekwentnie. Zaznaczcie jasno, że dopóki brzdąc nie posprząta – nie zje deseru, nie oglądnie bajki, nie pójdzie na spacer i trzymajcie się tego. Po kilku razach, nawet nie będziecie musieli dziecku przypominać – samo będzie sprzątać, a jeżeli do niego dołączycie, będzie to z pewnością dobra zabawa, jak i chwila dająca możliwość rozmowy! Sprzątając za dzieckiem nie nauczycie go porządku, nie nauczycie konsekwencji wynikających z jego poczynań, a poza tym wyhodujecie lenia, który tylko będzie czekał, aż ktoś coś zrobi za niego.

Uczcie dzieci, że mogą się same bawić – za czasów PRLu nikt się z rodziców (dziadków) z dziećmi nie bawił, a jeżeli już to przez chwilę – teraz dzieci żądne są by cały czas poświęcać na zabawę z nimi, efekt – nie da się w normalnych warunkach ani słowa zamienić…

Nie przekupujcie dzieci – w ten sposób sami kręcicie na siebie bicz histerycznych wrzasków w najmniej spodziewanym miejscu i czasie – tego chyba nie lubicie, ani Wy, ani nikt z Waszego otoczenia…

Uczcie dzieci, że w różnych miejscach należy się inaczej zachowywać – w kościele, w kinie, w parku, w gościnie, nawet w hipermarkecie obowiązują jakieś normy i trzeba ich przestrzegać – za właściwe zachowanie mogą przecież dostać nagrodę. Normy kulturalnego zachowania zostały ustalone by wszystkim żyło się dobrze, by ludzie mogli koegzystować – jeżeli ktoś nie dopasowuje się do norm, powinien unikać (moim osobistym zdaniem) miejsc, w których są one przestrzegane. Nie bądźcie egoistami!

Mówcie do dzieci używając jasnych komunikatów, tych zawikłanych, niezrozumiałych dziecko nie wykona i … będziecie sami sobie winni.

Pewnie to nie wszystkie „zbrodnie”, ale na ten raz wystarczy 🙂 Kolejnym razem powiem co nieco o potrzebie stosowania kar.

O zgubnym nawyku robienia wszystkiego za dzieci… cz.2

Listopad13

Moi Drodzy! Czas na kolejną, zapowiadaną część – dlaczego nie powinno się wyręczać dzieci – tym razem tych starszych, powyżej 3-4 roku, skończywszy aż na przysłowiowych podlotkach… Na pewno zauważyliście, że gdy dziecko zaczyna sprawnie wypowiadać zdania (często z naciskiem na „ja chcę”) w jakiś sposób, nieraz nieuświadomiony, zaczynamy przyznawać mu prawo do posiadania własnego zdania, a nawet podejmowania decyzji. I nie było by w tym nic złego, wierzcie mi, gdyby nie fakt, że my jesteśmy dorośli (zgadzacie się?), a bąble nie są… O co mi chodzi pewnie spytacie? Już tłumaczę.

nie wolno rozmowa

Na nas dorosłych ciąży odpowiedzialność i to nie byle jaka – za zdrowie, życie, przyszłość, szczęście dzieci naszych i cudzych. Dzieci nie mają pojęcia o świecie, o zagrożeniach, o różnych komplikacjach, gdyż one nie powinny ich dotykać – my jesteśmy od tego by je chronić. Nie mówię o trzymaniu ich pod kloszem aż do wydania za mąż/ożenienia, ale uważam z całą odpowiedzialnością, że każdy etap życia ma swój czas i swoje ograniczenia. Nie pozwolę zatem by n-latek narzucał mi swoje zdanie, bo tak został w domu przyzwyczajony… Rodzice do tego dopuścili, prawda i niestety sami nie wiedzą kiedy ich ukochany, wymarzony brzdąc stał się terrorystą bez skrupułów, wrzeszczącym na pół osiedla, bo mama powiedziała, że czas wracać z placu zabaw na obiad, bądź też w starszej wersji dzwoniącym na policję z fałszywym doniesieniem o biciu, bo ojciec nie pozwolił wyjść z domu wieczorem… Wierzcie lub nie, ale bardzo negatywne zachowania demonstrują już małe dzieci.

Dlaczego tak się dzieje? Dziecko jeszcze nie rozumie, co dla niego dobre, a co nie. Przepraszam, uważa, że dobre jest to, co ono chce – to lepsza wersja val

Teraz nasza „działka” – możemy oczywiście pozwolić dziecku robić jak zechce – tak dla świętego spokoju, nie będzie płaczu, złości, natrętnych spojrzeń starszych pań i usuwania się z zasięgu dźwięków wszystkich facetów… Będzie dobrze – na tę chwilę. Później będzie już tylko gorzej, bo z roli rodzica zdegradujecie się do roli dziecka, którym dyrygować będzie… Wasz brzdąc. Ja dziękuję za taką opcję i szczerze, bardzo szczerze współczuję Rodzicom, którzy nie potrafią sobie dać rady z własnymi dziećmi – popełnili błędy, tego nie da się ukryć, ale z drugiej strony będą ich konsekwencje ponosić do końca życia a jak dla mnie to trochę jak odsiadka w więzieniu…

Jest jednak opcja nr 2 – możemy zachować się jak dorośli i sami decydować – dziecko jak najbardziej może nam „pomóc” wybrać właściwą opcję, ale to my podejmujemy ostateczną decyzję. Ta wersja daje wiele możliwości – pomaga zacieśnić rodzinne więzi, zrozumieć i poznać otaczający świat. Tatuś lub mamusia mogą – i często powinni – wytłumaczyć, dlaczego tak a nie inaczej postępują (ważne szczególnie u starszych dzieci), a w stosunku do maluszków muszą być cierpliwi i konsekwentni. Konsekwencja to podstawa wychowania! Dziecko wówczas zna granice, do których może się posunąć, a to pozwala mu czuć się bezpiecznie.

A teraz kilka przykładów do zastanowienia…

Podstawówka, zadanie domowe – z polskiego mama siedzi nad wypracowaniem, tata nad matematyką, a brzdąc hasa po polu, bądź też męczy PS3… Wyrośnie yntelygent jak nic.

Przed I-wszą Komunią, list do Ojca Chrzestnego – „Drogi Wujku, tata powiedział, że kupisz mi dobry komputer na prezent, więc ja w tej sprawie piszę, bo mój jest już stary, zeszłoroczny, grafika nie wyciąga na najnowszych grach od kumpla, a i przydałoby się… ” – przykład z życia wzięty… My wówczas komputera z siostrą nie miałyśmy, ale od czego są chrześni, jak nie od brania kredytów?

Osoby dramatu: dwie dziewczynki z jednej klasy (wychów-nów), nauczycielka. Dziewczynki do siebie: „Ty pi***!”, „Ty ci***!” – ”Jak Wy się w ogóle wyrażacie? Proszę przynieść dzienniczki, zaraz Wam wpiszę uwagę!” – „a takiego h*** głupia ku***”. To również sytuacja prawdziwa, mało który nauczyciel się z taką nie spotkał… Nauczyciel autorytetem, rodzic? Buchacha…

gotyckie nastolatki

Teraz Drodzy Rodzice zastanówcie się, czy warto wyręczać dzieci, robić za nie wszystko, podtykać im pod nos jak najlepsze kąski, stawiać na piedestale, z którego będą nami, starszymi manipulować, czy też wziąć się wreszcie za siebie i stawić rodzicielski opór żądaniom brzdący? Dziecko musi wiedzieć, kto jest autorytetem, bo jeżeli nie ma go od dzieciństwa, to jak będzie starsze poszuka sobie swojego, tyle tylko, że możecie się nieco nim zdziwić… Póki co macie jeszcze czas – wybór należy do Was!

Tak na koniec przytoczę Wam fragmencik z książki Jerzego Michotka „Tylko we Lwowie”:

Bodajże tego samego roku zapamiętałem jeszcze jedno wydarzenie. Dostałem od Ojca lanie. Pierwsze. I ostatnie. Złapał mnie na kłamstwie. Myślalem, że się spalę.

– Będzie mnie to bolało bardziej niż ciebie – rzekł. Nie wierzyłem. Bo lał tak, że… myślałem, że się rozbeczę. I rozbeczałem się. Ale nie podczas lania. Potem. W ubikacji na ganku.

– Jak można? – zadawałem sam sobie pytanie szlochając jak dziecko (a miałem już wtedy 6 lat)…

– Jak można bić włąsnego syna, jeśli się go kocha?

I dziś sobie na to pytanie odpowiadam:

– Nie można. Trzeba! Jeśli się kocha, to trzeba karać tak, by dziecko pamiętało po 60-ciu latach.

I dziś wierzę, że Ojca bolało to bardziej niż mnie. Nigdy Mu więcej nie kłamałem. Przekonany jestem, że człowiek, jeśli nie ma drugiego człowieka, któremu może powiedzieć całą prawdę – przegrywa życie.

Przy tym wszystkim co napisałam, nie zapomnijcie, że dzieci są do kochania i przytulania – one bardzo tego potrzebują do właściwego rozwoju, więc nie szczędźcie na nich! cuddle

O zgubnym nawyku robienia wszystkiego za dzieci…

Sierpień26

przedszkole

Od dwóch miesięcy pracuję w pewnym przyjemnym przedszkolu. I muszę Wam powiedzieć, że na początku byłam bardzo zaskoczona. Dlaczego? Ponieważ w moim przedszkolu pracuje zgrana kadra, która stawia sobie i dzieciom zadania i wiernie je wypełnia. Dzieci? – jak to dzieci, są miłe i sympatyczne – no dobrze, zdarzają się czasem wyjątki, ale to już nie ich wina, grunt, że są w dużym stopniu usamodzielnione. Pamiętam swoje pierwsze wrażenie, gdy przyszłam do pracy – dzieci same jedzą – szok! One same idą na nocniki/toaletę, same się ubierają, myją rączki – szok do n-tej! I nie mówię tutaj o tych starszych (2,5 latki), ale o tych najmniejszych z oddziału żłobkowego…

dzidziol jogurt

Maluszki są szczęśliwe, jak uda im się coś samym zrobić, mało tego, niektóre się złoszczą, jak próbuje się je w czymś wyręczyć! Widok radości na ich buziach, gdy „ciocia” pochwali, wynagradza niejedno „przewinienie”…

Utopia, zdawałoby się? Jednak nie w naszym przedszkolu – tu ciężką pracą wdraża się maluchy do samoobsługi. Czasem trzeba wiele cierpliwości i czasu by dzidziol nauczył się choćby ściągać samemu spodenki, czy też by trzymał łyżkę tak, aby z niej nie spływała cała zupa. Jednak, gdy się już tego nauczy, satysfakcja gwarantowana. A przy okazji „ciocie” mają zapewnioną codzienną dawkę humoru, szczególnie, gdy maluch w trakcie nauki wygląda jak ten poniżej giggle

ośmiornico-dzidziol

Dobrze, ale ja zawsze muszę mieć jakieś ALE naughty

Pewnie zdarzyło Wam się nieraz zrobić coś za dziecko, żeby:

  • było szybciej
  • przestało się już wydzierać
  • nie prowokować go do ataku histerii
  • mieć względny porządek.

To zrozumiałe powody i samą mnie nie raz – i nie dwa – kusi by się im poddać. Jednak nie w tym rzecz. Pokazując dziecku, że możesz, ba – chcesz coś za nie zrobić, uczysz je, że samo nie musi tego robić. To oznacza, że mości księżniczka (książe)

nie musi po sobie sprzątać – Ty to przecież zrobisz lepiej i szybciej,

– nie musi się nigdzie spieszyć  – i tak na nie zaczekasz, albo weźmiesz w końcu pod pachę,

– nie musi nic absolutnie koło siebie robić – wszystkim z zapałem zajmą się rodzice, babcie itp.,

no i najgorsze:

nie musi Cię (nikogo) słuchać, bo przecież ono wyraża w ten sposób swoją osobowość…

Oczywiście ta ostatnia uwaga jest sarkastyczna, co nie zmienia faktu, że rodzicielskie osobniki z takim światopoglądem rzeczywiście istnieją…

solar-kid

A teraz drodzy Rodzice i Opiekunowie zastanówcie się, jakich ludzi nam kreujecie? Czy będą to zadufani w sobie egoiści, wymagający od innych by zaspokoili wszystkie ich potrzeby, bez względu na konsekwencje, czy też ludzie pewni siebie, samowystarczalni i świadomi swoich sił i możliwości? Jeszcze macie czas, by wiele rzeczy zmienić – bez Waszej jednak pomocy, my przedszkolanki wiele z Waszymi dziećmi nie zdziałamy…

Kolejny wpis będzie się tyczył wyręczania nieco starszych dzieci i konsekwencji tegoż. Pozdrawiam!

Mała książeczka o wychowaniu…

Kwiecień30

prawidła wychowania domowego okładka

Jest malutka, a jednocześnie zawiera bardzo wiele przydatnych informacji – istny kondensat wiedzy, jaką powinien posiadać każdy rodzic. Książeczka ta pt. „Prawidła wychowania domowego. Kilka uwag dla rodziców wg dra Lauckharda.” została napisana przez Józefa Chmielewskiego i wydana w Wadowicach 1 1887 r., ma więc przeszło 125 lat, ale nic nie straciła ze swej aktualności…

Polecam ją wszystkim, którzy cieszą się łaską rodzicielstwa, wraz z życzeniem by wyciągnęli z tej książeczki jak najwięcej. Podaję Wam dwie wersje – do czytania i do druku (po spięciu/zgięciu otrzymacie z tej wersji książeczkę).

 

O dzieciach i ich obecności przy stole…

Styczeń19

Moi Drodzy! Cieszę się wraz z Wami, że Wasz dzidziol już potrafi jeść sam essen To bardzo przydatna czynność –  na pewno się ze mną zgodzicie.

Chcę dziś poruszyć problem zachowania malucha przy stole, do którego zasiada się w większym, rodzinnym gronie (tzn. z dziadkami, ciociami, stryjkami, itp.), bo na co dzień, dla Was rodziców, problem w ogóle może być niedostrzegany… Posłużę się tu znów scenką z życia wziętą… faint

Jest stół, jest na nim niedzielna, elegancka (czyt. droga) zastawa stołowa i jest obiad w półmiskach. Przy tymże siedzą rodzice z maluchem – takim, co to już potrafi jeść sam (2+) i który zasiada na swoim krześle. I co? Cóż, gdyby ten maluch był nauczony właściwych zachowań przy stole, obeszłoby się pewnością bez takich zachowań, jak te poniższe…

  • „macanie” potraw na półmiskach – ich dotykanie, próbowanie (nadgryzienie, oślinienie) i wrzucanie na powrót do półmiska, oczywiście przy użyciu łapek;
  • jedzenie rękami – makaronu wprost z zupy, kotlecik tak też smakuje lepiej…
  • wątpliwa czystość rąk w powyższych przypadkach;
  • taplanie (fajna fontanna, no nie?) łyżką w zupie i tłuczenie się sztućcami o zastawę (ciekawy dźwięk, a i reakcja dorosłych zabawna…)
  • na krześle: leżenie, zwisanie, kucanie, klęczenie, stanie, spływanie, przechodzenie z jednego na drugie;
  • głośne piski, krzyki, domaganie się uwagi, badź kategoryczne odmawianie zjedzenia czegoś;
  • brudzenie innych przy ciągłym przemieszczaniu się – bo ono, chce akurat tam, ale to nic, że przed chwilą miało czekoladkę w łapce, a teraz ma: na łapce, na mordce i u stryjka na garniturze…
  • wypluwanie jedzenia – jak dla mnie ohyda!
  • wybrzydzanie;
  • mlaskanie;

Kochani! Za moich czasów – to nie było aż tak dawno temu… – dzieci nie sadzano do stołu z dorosłymi. Mieliśmy swój stolik, aż do momentu, gdy nauczyliśmy się jeść jak ludzie! A nieraz to trochę trwało… Teraz modne jest sadzanie dziecka przy stole, jako równego innym członka rodziny (równość czy tolerancja?). Nie czarujmy się, gdy nie potrafi się ono zachować – nie powinno go przy nim być!

Nie dążcie za wszelką cenę do tego by Wasze dziecko miało miejsce przy stole – to wymaga umiejętności okazania szacunku innym i poważania miejsca, w jakim się znajduje. Dziecko jest z natury egoistą – dąży do zaspokojenia swoich i tylko swoich potrzeb, dlatego dopóki nie zostanie odpowiednio ukształtowane i nie dowie się, że nie jest centrum wszechświata i nie wszystko mu wolno – nie powinno zajmować miejsca przy stole. Nie można pozwalać na urządzanie przy nim cyrku – to nie miejsce, ani czas na zabawę. Biesiadnicy mają prawo zjeść w przyzwoitych warunkach, nie martwiąc się tym, że zaraz zwrócą posiłek, tudzież będą wysmarowani czymś lepiącym, tłustym, czy brązowym. Nie można pozwalać na to, by cały posiłek został zdominowany przez rozbrykanego brzdąca…

Rodzice! Pokażcie swoim przykładem, jak należy się zachować przy stole – uczcie dobrych manier, porządku. Kształtujcie młody charakter – uczcie szacunku dla innych i dla szczególnych miejsc. Wpójcie dziecku wiedzę, że posiłek to nie zabawa, ale rytuał, przy którym można spędzić miło czas, porozmawiać, nacieszyć się wzajemną obecnością. Uczcie szacunku i właściwych postaw, a Wasz wysiłek z pewnością zostanie doceniony, gdy ktoś z szczerością Wam powie „cóż za grzeczne dziecko!”. Tego Wam życzę z całego serca!