Muffak

Nic nie przyniesie ci zadowolenia, jeśli nie postarasz się o nie sam. /R.Emerson/

Wędzarnicze zacięcie cz. 2

Styczeń25

Oto najświeższe informacje z placu boju….
Dziś pogoda raczej dla opornych – temperatura -14oC może zniechęcić każdego… Jednak już wczoraj wyjęłam mięsko by obeschło, więc ciężko byłoby je ponownie pakować do zalewy – zatem do dzieła! 

Najpierw trzeba było rozpalić w wędzarce. To ważne, ponieważ trzeba się pozbyć z niej wilgoci, by mięsko nie zrobiło się czarne od sadzy, a następnie powiesiliśmy wiktuały (in spe) na drążkach. Ciężko jednak było nam utrzymać ogień – prawdopodobnie rów wykopałam w niewłaściwą stronę (ciąg nie ten?), albo to była wina pokrywy z desek, między którymi od śniegu zrobiły się lodowe czopy i zahamowały odpływ dymu… Teraz jednak, po usunięciu tych lodowych czopów, dym śmiga aż miło. Wszyscy też jesteśmy nim przesiąknięci do szpiku kości naughty Jednak, jak się niedawno dowiedziałam, dym ma działanie antyseptyczne, zatem wszelkie chorobotwórcze mikroby na pewno w takim zagęszczeniu oparów już dawno wyginęły faint

Mięsko nasze od blisko dwóch godzin przechodzi już „smakiem”, na wieczór powinno być gotowe…

Póki co nasze działania możecie obejrzeć poniżej…

wędzenie 1

 

Email will not be published

Website example

Your Comment: