Muffak

Nic nie przyniesie ci zadowolenia, jeśli nie postarasz się o nie sam. /R.Emerson/

O zbrodni i karze… Cz.2

Styczeń5

histeria2

Kara brzmi w naszych czasach, jak coś zakazanego, coś co należałoby w ogóle wykluczyć ze słownika, a z życia przede wszystkim. Dzięki niepisanemu zakazowi stosowania kar w „wychowaniu” bezstresowym, mamy teraz całe rzesze „wspaniałej” młodzieży – wiem, pracowałam w gimnazjum i za pracę z ową w szkole – dziękuję, postoję. Jednakże, już sam Arystoteles powiadał, że kara jest także rodzajem lekarstwa.

Brak kar wiąże się z brakiem ponoszenia konsekwencji swoich czynów, generuje ludzi niezdolnych do stworzenia trwałego związku, utrzymania stałej pracy, mających „spinkolone” życie, bez celu, bez idei, bez sensu. Nic dziwnego, że gonią z pieniądzem, zaspokojeniem chuci, wpadają w nałogi – nie znają przecież ograniczeń, no bo i w jakim celu, dla kogo?

Jestem zwolenniczką kar, nie cielesnych, żeby mnie tu ktoś nie ścigał sądownie, ale takich, które dziecko zrozumie i… odczuje. Dziecko musi wiedzieć kiedy postępuje źle, a my jesteśmy od tego, żeby wytłumaczyć co i dlaczego. Jeżeli uparcie postępuje źle, należy znaleźć tego przyczynę.

Jeżeli krzyczy – może jest przygłuche? A może to jedyny sposób w jaki komunikują się jego najbliżsi? Wierzcie mi, gdy zechcecie zrozumieć dziecko – wszystko stanie się jasne, ale wyjdą też rzeczy, które będziecie musieli zmienić w sobie, maluch jest bowiem Waszym lustrzanym odbiciem…

Jeżeli jest nadruchliwe, to może za dużo ma w swojej diecie cukru? – badania naukowe potwierdzają korelację między ADHD a spożyciem tego białego proszku w nadmiarze. Druga istotna sprawa, to ta, że dzieci „na glukozie” nie odczuwają głodu – nie dawajcie im zatem słodyczy w zamian za normalny obiad – nie dostarczacie im składników potrzebnych do rozwoju, a tylko dokarmiacie parazyty… A te mówią na sam widok słodyczy mniam, mniam, mniam

Jeżeli Wasze dziecko często histeryzuje, możliwe, że jako Rodzice nie potraficie być konsekwentni i po zabronieniu czegoś, po chwili płaczu przystajecie na żądania małego terrorysty – cóż, dajecie się nabrać na najprostszą i chyba najstarszą metodę manipulacji…

histeria

Zawsze jest jakaś przyczyna niewłaściwego zachowania, ale nie oznacza to, że takowe powinno się zostawić bez nagany, muszą za nie grozić jakieś sankcje – przemyślane i odpowiednie dla wieku i stanu pojęciowego dziecka. Po pierwsze kara za nie musi być adekwatna, wymierzona bez silnych emocji (zakłócają nam odbiór rzeczywistości) i najlepiej natychmiastowa, tak by szczególnie małe dziecko rozumiało kontekst przyczynowo-skutkowy.

Jakie mogą to być kary?

  • nudzenie się przez określony czas – szczególnie nie lubią go maluchy – polega na siedzeniu przy stoliku, na dywanie, bez zabawek, bez rozmów, najlepiej w ustalonej pozycji;

  • ograniczenie czasu oglądania bajek, korzystania z internetu, telefonu;

  • wyjście do innego pokoju;

  • ograniczenie lub wykluczenie codziennych słodyczy;

  • rezygnacja z atrakcji, które zaplanowaliście.

Dziecko musi wiedzieć, czego od niego oczekujesz. Komunikaty muszą być proste i jasne, te o karze szczególnie. Najlepszy jest sposób na liczenie do n… (Liczę do 10, jak tego nie zrobisz…). Gdy mówicie do starszych dzieci (kilkulatków), dobrze by było, gdybyście zawarli krótkie wytłumaczenie np. prosiłam byś nie jeździł samochodami po ścianie, bo ją brudzisz – ponieważ nadal to robisz, będziesz się nudził przez 5 minut.

Na histerię jedna rada – nie reagować, a najlepiej nawet zniknąć z oczu – starszaka można spytać, czy ono wychodzi z pokoju, czy my… I druga rzecz – nauczyć się konsekwentnego mówienia nie – można określić dlaczego, np. każdy może zjeść tylko po 1 bananie, idziemy do sklepu tylko po chleb etc.

Życzę powodzenia przy wdrażaniu właściwych zasad – mnóstwa cierpliwości i opanowania, gdyż będą Wam potrzebne…  minibyebye1

O zbrodni i karze… Cz.1

Grudzień31

bad-kid

Dlaczego akurat o tym chcę napisać? Ponieważ przeraża, szczerze przeraża mnie to, co widzę na ulicach, w sklepach, w przedszkolach, domach… Cierpnie mi skóra i odzywa się z dezaprobatą mój głos wewnętrzny – jak tak w ogóle można? Jak można w cywilizowanym świecie dopuścić do tego, by dorośli (bo zakładam, że tacy są) ludzie zezwalali na zachowania swoich dzieci, które nie mają nic wspólnego z dobrym wychowaniem, ba nawet pokuszę się o stwierdzenie, że nie mają w ogóle nic wspólnego z wychowaniem.

Drodzy Rodzice, rozumiem, że często brak już Wam sił, pewnie nieraz chcielibyście sobie odpocząć od wrzasków w domu i ciągłego „zawracania głowy”, wcale się Wam nie dziwię. Dom powinien być oazą spokoju, miłości i… przynajmniej względnej ciszy. W domu powinniśmy móc odpocząć i zregenerować siły na kolejny dzień. Czemu jednak to wydaje się niektórym niemożliwe? Cóż, czas na wytoczenie działa – oto zbrodnie.

histeria1

Uczcie dzieci zabawy w ciszy – wcale a wcale nie potrzeba do zabaw wrzasków, pisk radości może się zdarzyć, ale nie przez cały czas i w granicach dopuszczalnych dla słuchu norm.

Uczcie mówić dzieci, a nie krzyczeć – dlaczego one krzyczą? Krzyczą, bo ich nie słuchacie! Poświęćcie im swoją uwagę, choćby na 5 minut dziennie, ale niech to będzie prawdziwa uwaga, a nie w stylu „tak, tak, podoba mi się – co mówiłeś?”.

Uczcie dzieci po sobie sprzątać – błagam, nie róbcie tego za nie! Dlaczego? Niech to będzie ich pierwszy obowiązek, niech nauczą się go wypełniać solennie i co ważne konsekwentnie. Zaznaczcie jasno, że dopóki brzdąc nie posprząta – nie zje deseru, nie oglądnie bajki, nie pójdzie na spacer i trzymajcie się tego. Po kilku razach, nawet nie będziecie musieli dziecku przypominać – samo będzie sprzątać, a jeżeli do niego dołączycie, będzie to z pewnością dobra zabawa, jak i chwila dająca możliwość rozmowy! Sprzątając za dzieckiem nie nauczycie go porządku, nie nauczycie konsekwencji wynikających z jego poczynań, a poza tym wyhodujecie lenia, który tylko będzie czekał, aż ktoś coś zrobi za niego.

Uczcie dzieci, że mogą się same bawić – za czasów PRLu nikt się z rodziców (dziadków) z dziećmi nie bawił, a jeżeli już to przez chwilę – teraz dzieci żądne są by cały czas poświęcać na zabawę z nimi, efekt – nie da się w normalnych warunkach ani słowa zamienić…

Nie przekupujcie dzieci – w ten sposób sami kręcicie na siebie bicz histerycznych wrzasków w najmniej spodziewanym miejscu i czasie – tego chyba nie lubicie, ani Wy, ani nikt z Waszego otoczenia…

Uczcie dzieci, że w różnych miejscach należy się inaczej zachowywać – w kościele, w kinie, w parku, w gościnie, nawet w hipermarkecie obowiązują jakieś normy i trzeba ich przestrzegać – za właściwe zachowanie mogą przecież dostać nagrodę. Normy kulturalnego zachowania zostały ustalone by wszystkim żyło się dobrze, by ludzie mogli koegzystować – jeżeli ktoś nie dopasowuje się do norm, powinien unikać (moim osobistym zdaniem) miejsc, w których są one przestrzegane. Nie bądźcie egoistami!

Mówcie do dzieci używając jasnych komunikatów, tych zawikłanych, niezrozumiałych dziecko nie wykona i … będziecie sami sobie winni.

Pewnie to nie wszystkie „zbrodnie”, ale na ten raz wystarczy 🙂 Kolejnym razem powiem co nieco o potrzebie stosowania kar.

O zgubnym nawyku robienia wszystkiego za dzieci… cz.2

Listopad13

Moi Drodzy! Czas na kolejną, zapowiadaną część – dlaczego nie powinno się wyręczać dzieci – tym razem tych starszych, powyżej 3-4 roku, skończywszy aż na przysłowiowych podlotkach… Na pewno zauważyliście, że gdy dziecko zaczyna sprawnie wypowiadać zdania (często z naciskiem na „ja chcę”) w jakiś sposób, nieraz nieuświadomiony, zaczynamy przyznawać mu prawo do posiadania własnego zdania, a nawet podejmowania decyzji. I nie było by w tym nic złego, wierzcie mi, gdyby nie fakt, że my jesteśmy dorośli (zgadzacie się?), a bąble nie są… O co mi chodzi pewnie spytacie? Już tłumaczę.

nie wolno rozmowa

Na nas dorosłych ciąży odpowiedzialność i to nie byle jaka – za zdrowie, życie, przyszłość, szczęście dzieci naszych i cudzych. Dzieci nie mają pojęcia o świecie, o zagrożeniach, o różnych komplikacjach, gdyż one nie powinny ich dotykać – my jesteśmy od tego by je chronić. Nie mówię o trzymaniu ich pod kloszem aż do wydania za mąż/ożenienia, ale uważam z całą odpowiedzialnością, że każdy etap życia ma swój czas i swoje ograniczenia. Nie pozwolę zatem by n-latek narzucał mi swoje zdanie, bo tak został w domu przyzwyczajony… Rodzice do tego dopuścili, prawda i niestety sami nie wiedzą kiedy ich ukochany, wymarzony brzdąc stał się terrorystą bez skrupułów, wrzeszczącym na pół osiedla, bo mama powiedziała, że czas wracać z placu zabaw na obiad, bądź też w starszej wersji dzwoniącym na policję z fałszywym doniesieniem o biciu, bo ojciec nie pozwolił wyjść z domu wieczorem… Wierzcie lub nie, ale bardzo negatywne zachowania demonstrują już małe dzieci.

Dlaczego tak się dzieje? Dziecko jeszcze nie rozumie, co dla niego dobre, a co nie. Przepraszam, uważa, że dobre jest to, co ono chce – to lepsza wersja val

Teraz nasza „działka” – możemy oczywiście pozwolić dziecku robić jak zechce – tak dla świętego spokoju, nie będzie płaczu, złości, natrętnych spojrzeń starszych pań i usuwania się z zasięgu dźwięków wszystkich facetów… Będzie dobrze – na tę chwilę. Później będzie już tylko gorzej, bo z roli rodzica zdegradujecie się do roli dziecka, którym dyrygować będzie… Wasz brzdąc. Ja dziękuję za taką opcję i szczerze, bardzo szczerze współczuję Rodzicom, którzy nie potrafią sobie dać rady z własnymi dziećmi – popełnili błędy, tego nie da się ukryć, ale z drugiej strony będą ich konsekwencje ponosić do końca życia a jak dla mnie to trochę jak odsiadka w więzieniu…

Jest jednak opcja nr 2 – możemy zachować się jak dorośli i sami decydować – dziecko jak najbardziej może nam „pomóc” wybrać właściwą opcję, ale to my podejmujemy ostateczną decyzję. Ta wersja daje wiele możliwości – pomaga zacieśnić rodzinne więzi, zrozumieć i poznać otaczający świat. Tatuś lub mamusia mogą – i często powinni – wytłumaczyć, dlaczego tak a nie inaczej postępują (ważne szczególnie u starszych dzieci), a w stosunku do maluszków muszą być cierpliwi i konsekwentni. Konsekwencja to podstawa wychowania! Dziecko wówczas zna granice, do których może się posunąć, a to pozwala mu czuć się bezpiecznie.

A teraz kilka przykładów do zastanowienia…

Podstawówka, zadanie domowe – z polskiego mama siedzi nad wypracowaniem, tata nad matematyką, a brzdąc hasa po polu, bądź też męczy PS3… Wyrośnie yntelygent jak nic.

Przed I-wszą Komunią, list do Ojca Chrzestnego – „Drogi Wujku, tata powiedział, że kupisz mi dobry komputer na prezent, więc ja w tej sprawie piszę, bo mój jest już stary, zeszłoroczny, grafika nie wyciąga na najnowszych grach od kumpla, a i przydałoby się… ” – przykład z życia wzięty… My wówczas komputera z siostrą nie miałyśmy, ale od czego są chrześni, jak nie od brania kredytów?

Osoby dramatu: dwie dziewczynki z jednej klasy (wychów-nów), nauczycielka. Dziewczynki do siebie: „Ty pi***!”, „Ty ci***!” – ”Jak Wy się w ogóle wyrażacie? Proszę przynieść dzienniczki, zaraz Wam wpiszę uwagę!” – „a takiego h*** głupia ku***”. To również sytuacja prawdziwa, mało który nauczyciel się z taką nie spotkał… Nauczyciel autorytetem, rodzic? Buchacha…

gotyckie nastolatki

Teraz Drodzy Rodzice zastanówcie się, czy warto wyręczać dzieci, robić za nie wszystko, podtykać im pod nos jak najlepsze kąski, stawiać na piedestale, z którego będą nami, starszymi manipulować, czy też wziąć się wreszcie za siebie i stawić rodzicielski opór żądaniom brzdący? Dziecko musi wiedzieć, kto jest autorytetem, bo jeżeli nie ma go od dzieciństwa, to jak będzie starsze poszuka sobie swojego, tyle tylko, że możecie się nieco nim zdziwić… Póki co macie jeszcze czas – wybór należy do Was!

Tak na koniec przytoczę Wam fragmencik z książki Jerzego Michotka „Tylko we Lwowie”:

Bodajże tego samego roku zapamiętałem jeszcze jedno wydarzenie. Dostałem od Ojca lanie. Pierwsze. I ostatnie. Złapał mnie na kłamstwie. Myślalem, że się spalę.

– Będzie mnie to bolało bardziej niż ciebie – rzekł. Nie wierzyłem. Bo lał tak, że… myślałem, że się rozbeczę. I rozbeczałem się. Ale nie podczas lania. Potem. W ubikacji na ganku.

– Jak można? – zadawałem sam sobie pytanie szlochając jak dziecko (a miałem już wtedy 6 lat)…

– Jak można bić włąsnego syna, jeśli się go kocha?

I dziś sobie na to pytanie odpowiadam:

– Nie można. Trzeba! Jeśli się kocha, to trzeba karać tak, by dziecko pamiętało po 60-ciu latach.

I dziś wierzę, że Ojca bolało to bardziej niż mnie. Nigdy Mu więcej nie kłamałem. Przekonany jestem, że człowiek, jeśli nie ma drugiego człowieka, któremu może powiedzieć całą prawdę – przegrywa życie.

Przy tym wszystkim co napisałam, nie zapomnijcie, że dzieci są do kochania i przytulania – one bardzo tego potrzebują do właściwego rozwoju, więc nie szczędźcie na nich! cuddle

O zgubnym nawyku robienia wszystkiego za dzieci…

Sierpień26

przedszkole

Od dwóch miesięcy pracuję w pewnym przyjemnym przedszkolu. I muszę Wam powiedzieć, że na początku byłam bardzo zaskoczona. Dlaczego? Ponieważ w moim przedszkolu pracuje zgrana kadra, która stawia sobie i dzieciom zadania i wiernie je wypełnia. Dzieci? – jak to dzieci, są miłe i sympatyczne – no dobrze, zdarzają się czasem wyjątki, ale to już nie ich wina, grunt, że są w dużym stopniu usamodzielnione. Pamiętam swoje pierwsze wrażenie, gdy przyszłam do pracy – dzieci same jedzą – szok! One same idą na nocniki/toaletę, same się ubierają, myją rączki – szok do n-tej! I nie mówię tutaj o tych starszych (2,5 latki), ale o tych najmniejszych z oddziału żłobkowego…

dzidziol jogurt

Maluszki są szczęśliwe, jak uda im się coś samym zrobić, mało tego, niektóre się złoszczą, jak próbuje się je w czymś wyręczyć! Widok radości na ich buziach, gdy „ciocia” pochwali, wynagradza niejedno „przewinienie”…

Utopia, zdawałoby się? Jednak nie w naszym przedszkolu – tu ciężką pracą wdraża się maluchy do samoobsługi. Czasem trzeba wiele cierpliwości i czasu by dzidziol nauczył się choćby ściągać samemu spodenki, czy też by trzymał łyżkę tak, aby z niej nie spływała cała zupa. Jednak, gdy się już tego nauczy, satysfakcja gwarantowana. A przy okazji „ciocie” mają zapewnioną codzienną dawkę humoru, szczególnie, gdy maluch w trakcie nauki wygląda jak ten poniżej giggle

ośmiornico-dzidziol

Dobrze, ale ja zawsze muszę mieć jakieś ALE naughty

Pewnie zdarzyło Wam się nieraz zrobić coś za dziecko, żeby:

  • było szybciej
  • przestało się już wydzierać
  • nie prowokować go do ataku histerii
  • mieć względny porządek.

To zrozumiałe powody i samą mnie nie raz – i nie dwa – kusi by się im poddać. Jednak nie w tym rzecz. Pokazując dziecku, że możesz, ba – chcesz coś za nie zrobić, uczysz je, że samo nie musi tego robić. To oznacza, że mości księżniczka (książe)

nie musi po sobie sprzątać – Ty to przecież zrobisz lepiej i szybciej,

– nie musi się nigdzie spieszyć  – i tak na nie zaczekasz, albo weźmiesz w końcu pod pachę,

– nie musi nic absolutnie koło siebie robić – wszystkim z zapałem zajmą się rodzice, babcie itp.,

no i najgorsze:

nie musi Cię (nikogo) słuchać, bo przecież ono wyraża w ten sposób swoją osobowość…

Oczywiście ta ostatnia uwaga jest sarkastyczna, co nie zmienia faktu, że rodzicielskie osobniki z takim światopoglądem rzeczywiście istnieją…

solar-kid

A teraz drodzy Rodzice i Opiekunowie zastanówcie się, jakich ludzi nam kreujecie? Czy będą to zadufani w sobie egoiści, wymagający od innych by zaspokoili wszystkie ich potrzeby, bez względu na konsekwencje, czy też ludzie pewni siebie, samowystarczalni i świadomi swoich sił i możliwości? Jeszcze macie czas, by wiele rzeczy zmienić – bez Waszej jednak pomocy, my przedszkolanki wiele z Waszymi dziećmi nie zdziałamy…

Kolejny wpis będzie się tyczył wyręczania nieco starszych dzieci i konsekwencji tegoż. Pozdrawiam!

Mała książeczka o wychowaniu…

Kwiecień30

prawidła wychowania domowego okładka

Jest malutka, a jednocześnie zawiera bardzo wiele przydatnych informacji – istny kondensat wiedzy, jaką powinien posiadać każdy rodzic. Książeczka ta pt. „Prawidła wychowania domowego. Kilka uwag dla rodziców wg dra Lauckharda.” została napisana przez Józefa Chmielewskiego i wydana w Wadowicach 1 1887 r., ma więc przeszło 125 lat, ale nic nie straciła ze swej aktualności…

Polecam ją wszystkim, którzy cieszą się łaską rodzicielstwa, wraz z życzeniem by wyciągnęli z tej książeczki jak najwięcej. Podaję Wam dwie wersje – do czytania i do druku (po spięciu/zgięciu otrzymacie z tej wersji książeczkę).

 

Gdzie się podziali ci wszyscy mężczyźni?!

Luty18
No właśnie, gdzie? Nie zauważyliście przypadkiem, że na ulicach coraz więcej zniewieściałych mężczyzn w obcisłych, jak getry gatkach, z torbami na ramieniu, fryzurką na kuper kaczora i w odjazdowych brylach*? Czy wszyscy już należą do grupy LGBT? Jeżeli tak, to niestety czeka nas niestety kiepski kres – wyginiemy i to szybciej niż mamuty, albo jednorożce…

Żródło: mru.pinger.pl

Jeszcze nie dawno wielu na ulicy męskich przedstawicieli miało bycze karki, mięśnie jak bochny chleba i niekoniecznie wysoki poziom inteligencji. To jednak można było zrozumieć – każdy mężczyzna chce być doceniany przez kobiety, szczycić się swoją siłą i męskością. A napakowany facet zawsze oznaczał dla kobiety bezpieczeństwo, czyli podstawową potrzebę, czasem ważniejszą niż wygląd facjaty… Można było powiedzieć o takim, że to na 100% mężczyzna, choć nieco podrasowany za bardzo loler

Wracając do rzeczy. Mamy ogólnoświatowy problem z męskością. Stało się to w dużej mierze przez znaną Wam już emancypację. Ogólnie rzecz biorąc kobiety w jej wyniku stały się bardziej męskie, a zatem by została zachowana równowaga w przyrodzie, mężczyźni stali się zniewieściali. Pytanie tylko czy to jest faktycznie tak dobre…


Źródło: http://takemasa5514.blog.so-net.ne.jp

Powyżej zdjęcie Gackta – japońskiego, kultowego piosenkarza, występującego zarówno w „męskiej”, jak i „żeńskiej” postaci. Tam to ponoć normalne, ale u nas?!

A jak to z naszymi panami jest?

Spotykamy mężczyznę i … podaje nam śledzia na powitanie – ohyda! Jeżeli jest bardziej otwarty – rzuca się na nas by nas wycałować, wyprzytulać z każdej strony. Nie mówiąc już o tym, że skoro to nam zależało by się z nim spotkać, to czemu nie chcemy płacić za siebie i za niego? HOLA – ja sobie tego na ten przykład nie życzę!

Myślę, że każda kobieta chcę wokół siebie mężczyzn, którzy wiedzieliby do czego służy młotek, znali się na elektryce, umieli podjąć męską decyzję i byli samowystarczalni, a nie babscy! A także by potrafili się zachować, a nie robili wstyd.

 Czego nie dostaje naszym panom?

  • odwagi, męstwa
  • pewności siebie
  • autorytetu jako głowy rodziny,
  • kultury, obycia w towarzystwie
  • odpowiedzialności za swoje decyzje, umiejętności ponoszenia konsekwencji wyborów

Co nabyli od bab?

  • jojczenia – a bo to nie takie, a tamto jeszcze gorsze…
  • chowanie się pod spódnicę tzn. unikanie podjęcia decyzji w istotnych kwestiach
  • styl witania się – całowanie w policzki, zamiast w rękę, przytulanie zamiast ukłonu, czy podania ręki (na śledzia)
  • styl ubierania się – torebeczki, spodnie rurki, tudzież wiszące w kroku (dopiero co przeminęła moda)
  • słabowania – teraz faceci nie wstydzą się powiedzieć, że ich coś boli, że nie mają siły, że się boją – dawniej takie zachowanie było typową oznaką słabości!

Czy da się to jakoś zmienić? Jeżeli chodzi o stare męskie konie, to chyba niewiele… Im młodszy okaz, tym większe szanse na zmianę. Nie liczcie jednak, że już zniewieściały typ nagle przeobrazi się w męskiego rycerza, niestety, nie przeobrazi się, to nie ta poczwarka…

Natomiast apeluję do wszystkich Mam i Tatusiów małych chłopców – pokazujcie dzieciom męskie zachowania, uczcie ich, że pewne rzeczy należą do dziedzin męskich (inne do damskich) i nawet jeżeli Mama też to potrafi zrobić, to niech dziecko widzi, że to Tatuś się tym zajmuje.

Przykład Ojca jest bardzo ważny. Co zrobić jednak, gdy ten Tatuś gdzieś się zapodział, zagubił, męskość położył odłogiem lub zwiał od odpowiedzialności? Na pewno w Waszej rodzinie jest jakiś prawdziwie męski typ – dajcie Waszemu chłopcu z nim przebywać jak najwięcej, by opatrzył się z męskim wzorem, zobaczył, że nie wszyscy panowie są zniewieściali, że to nie jest norma. Może to być wujek, dziadek, sąsiad, nawet starszy kuzyn – każdy prawdziwy mężczyzna w takim wypadku się przyda!

Powodzenia!

* niem. Brille – okulary

Nauka znoszenia przykrości

Luty18

Kochani Rodzice! Żyjemy w czasach, kiedy wszelkie maszyny zastępują ludzką pracę, kiedy nasz wysiłek wkładany w wykonanie różnorakich czynności jest w wielu aspektach zmniejszony, ponieważ nowoczesne urządzenia przychodzą nam z pomocą. Ja sama nie wyobrażam już sobie nawet świata bez internetu typerhappy gdzie nie musząc specjalnie biec do biblioteki, mogę odnaleźć potrzebną wiedzę, przepis na ciasto (który gdzieś się „zabył”), czy też cenną poradę, jak uratować obrus od plamy z czerwonego wina. Nie powiem, jest to bardzo przydatne i jak dla mnie niezastąpione ustrojstwo. Jednak…

  1. Cierpi na tym mój mały rozumek – bo niczego nie muszę już zapamiętywać, wszystko mogę odnaleźć bez trudu… A w główce nie zawsze te wiadomości pozostają.
  2. Obrastam w tłuszczyk, bo do tej biblioteki jednak trzeba się było przejść, a to zawsze jakiś ruch…
  3. Marnuję mnóstwo czasu jeżeli nie założę sobie, że włączam komputer tylko i wyłącznie po to, by coś sprawdzić, tudzież odpisać na maile…

I tak dalej, i tym podobne… Może i zmniejsza się czas, jaki poświęcamy na przygotowanie obiadu, upieczenie ciasta, pranie i sprzątanie (i mnóstwo innych), ale ten sam czas, wcale to a wcale nie poświęcamy na zrobienie czegoś dobrego, pożytecznego, czegoś co nas wzniesie na wyżyny…

Do czego piję? Już tłumaczę.

Podziwiamy osoby, które potrafią wytrwale pracować, nawet, gdy widzimy, że brak im już sił. Patrzymy z głębokim szacunkiem na rodziców dzieci dotkniętych ciężkimi kalectwami lub nieuleczalną chorobą, bo domyślamy się jak wielkie jest brzemię, które muszą codziennie nosić. Czcimy postacie świętych, którzy dla miłości Boga i bliźnich porzucili dobrobyt i wygodne życie, a wybrali biedę, głód i chorych, by im posługiwać. Patrzymy z zachwytem na tych wszystkich, którzy dla wyższych ideałów są w stanie przemóc samych siebie, swoje niechęci, wady, przyzwyczajenia i być dobrymi całym sercem.

św. Wincenty a Paulo św. Idzi Jan Maria Vianney Ojciec Pio Róża z Limy Katarzyna ze Sieny

Taką osobą chciałabym być, ale jeszcze mi do tego ideału daleko… Dlaczego? Ponieważ, mimo tego, że walczę ze swoimi przywarami, one – w większości – wciąż biorą nade mną górę.

smutek 2 Źródło: www.wellhappypeaceful.com

A wszystko dlatego, że jako dziecko nie nauczono mnie ich przezwyciężać… Dorosłemu człowiekowi jest już bardzo trudno niektóre zachowania zmienić. Już w małym dziecku trzeba pewne skłonności ujarzmiać i uświadamiać, że folgowanie swoim potrzebom (prawdziwym lub wydumanym) jest prostą drogą w przepaść, a czort diabeł tylko zaciera ręce z radochy nad kolejną „swoją” duszyczką.

Niektórzy rodzice starają się odwracać od dzieci swoich wszystko, co by im jakąkolwiek przykrość sprawić mogło. To ich nie kształci do walk życiowych; a trzeba przeciwnie wprawiać młodych do pracy mimo trudów do niej przywiązanych, do wytrwałości w obowiązku mimo niepowodzenia, do spokoju ducha wobec niebezpieczeństw i zawodów. Tak jedynie można wykształcić charakter mężny i samodzielny (…).

Inni znowu rodzice, chcąc dzieci hartować, rozmyślnie je wystawiają na przykrości, od których zwykła roztropność ustrzec by je mogła. Jedno i drugie mija się z celem, bo się mija z prawdą i rzeczywistymi warunkami życia.” (J. Zamoyska, O wychowaniu)

„Nie dajemy sobie czasu, aby wykarczować i zorać, a już byśmy chcieli siać, a ledwie zasiejemy, chcielibyśmy zbierać plon naszej siejby. Wszelka praca, skoro sami jej widocznych owoców doczekać się nie możemy, wprawia nas w zniechęcenie, jeżeli nie w rozpacz.” (J. Zamoyska, O wychowaniu)

Wciąż aktualne słowa generałowej Zamoyskiej budzą we mnie zapał do działania, do tego by przezwyciężać swoje niemoce i nie robić tego, co łatwe, proste i dające szybkie efekty, ale to, co przychodzi mi z oporami… Choć nieraz i tak wyglądam, jak to dziecko poniżej, bo czuję że czyjeś słowa były niesprawiedliwe lub niesłuszne. 

smutek
Źródło: jionnge.net

Nie jest to właściwa postawa! Katolik powinien z uśmiechem na twarzy znosić przeciwności i wziąć sobie swój ból, upokorzenie jako ziemską pokutę. W żadnym razie nie może wybuchać jadem, ranić innych, obrażać się tylko dlatego, że ktoś ośmielił się mu powiedzieć kilka słów (bolesnej) prawdy – nic dobrego wówczas przecież nie zyskamy! Faktem jednak jest, że upominać można tylko z miłością i delikatnością, a kto tych cech nie posiada – lepiej żeby dziób zamknął w porę…

Kochani Moi! Proszę Was – weźcie sobie te słowa do serca i nie pobłażajcie zbytnio ani sobie, ani swoim dzieciom… 

Brak stresu w wychowaniu

Luty5

Wczoraj natrafiłam całkiem przypadkiem (porządki) na stary, bardzo króciutki i jednocześnie bardzo treściwy artykuł z Naszego Dziennika z 2004r. (gazety, której nie czytuję i czytać nie będę) o bezstresowym wychowaniu. Postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma spostrzeżeniami.

Artykuł rozpoczyna się od przedstawienia definicji…

Wychowanie bezstresowe polega na tolerowaniu, bezkrytycznym aprobowaniu, zachowania dzieci i młodzieży — ich poglądów, działań (choćby nawet były niewłaściwe).

Nic dodać nic ująć. Zgadzam się także z twierdzeniem, że takie „wychowanie” tworzy nam nowe pokolenie

egoistów, zarozumialców i despotów, którzy będą później uważać się za najważniejszych na świecie.

Spytacie pewnie dlaczego? Już odpowiadam…

Wyobraźcie sobie, że macie małe dziecko i jak wiadomo małe dziecko jest przeświadczone o tym, że cały świat kręci się wokół niego – wszystko mu się należy, wszystko może dostać, rodzice, dziadkowie są na każde jego zawołanie i bezsprzecznie muszą się dopasować do jego „potrzeb”. Taki brzdąc jest terrorystą, który w pełni świadomie wykorzystuje Bogu ducha winnych rodziców… Tak, tak nie przejęzyczyłam się! Rodzice takiego szkraba czują się autentycznie bez żadnej winy, bo przecież dbają o wszystkie potrzeby swojego dziecka. Czy jednak aby na pewno? Czy nie należałoby się zastanowić, że coś tu chyba nie gra?

histeria 1źródło: canpolbabies.com

Czy nie zdarzyła Wam się sytuacja, gdy dzidziol zamienił się w żywą froterkę w hipermarkecie? Czy nie chcieliście się zapaść pod ziemię ze wstydu, stojąc nad rozhisteryzowanym brzdącem, któremu nie kupiliście zabawki (tej, co to akurat wszyscy mają i w TV reklamują). Przykłady można mnożyć… Czy zawsze Wasze dziecko chce iść spać? Co wtedy, gdy nie chce jeść, gdy nie chce słuchać Was wtenczas, kiedy powinno? Myślę, że powinniście go posłuchać! Dziecko przecież wie, że przez cały tydzień może się żywić samymi cukierkami, krówkami, czy też nutellą – smaczne i zdrowe naughty nieprawdaż? Wie, że teraz jest fajny czas bo jest mama, tata w domu – po co więc iść spać? Dziecko dobrze wie, że jak mu raz pozwolicie na cyrk w sklepie lub histerię i „TO na Was działa”, będzie to z premedytacją wykorzystywało przeciwko Wam drodzy rodzice…

Dziecko nie jest bowiem ślepym, głuchym i nierozumnym tworem – jest osobą z krwi i kości. Mało tego, ma wspaniałą zdolność uczenia się świata i nieograniczoną chęć poznawania go – u nas starych już ona wygasła, choć nie u wszystkich do końca… Dzieci są inteligentne, mają mózg nie gorszy niż nasz, nawet lepszy, bo nieskażony różnymi wydumanymi teoriami, a myślący samodzielnie, logicznie! Dlatego już od najmłodszych lat (miesięcy) pewne cechy charakteru, temperamentu, inteligencji się przejawiają – czy to w słowach, czy to w zachowaniu, a nawet w szelmowskim uśmiechu…

Muszę zwrócić Wam uwagę drodzy Rodzice na jeszcze jeden istotny fakt – maluch ten jest z Was samych zrodzony i czerpie z Was przykład – zarówno ten dobry, jak i ten zły. Nie muszę chyba mówić, że ten zły pociąga go przede wszystkim. Jeżeli zatem nie szanujecie siebie nawzajem, nie słuchacie tego, co droga Wam osoba ma do powiedzenia, kiedy nie zwracacie uwagi na jej pragnienia, uczucia, kiedy jesteście egoistami i uważacie, że wszystko Wam się należy – nie nauczycie czegoś przeciwnego swoich dzieci! Będą miały w nosie, to co chcecie im powiedzieć, nie będą słuchały Waszych poleceń, nie będą zwracać uwagi na to, czego Wy chcecie, a liczyć się dla nich będą tylko ich potrzeby i ich uczucia.

histeria 2źródło: przedszkolak.wieszjak.polki.pl

Nie róbcie dzieciom krzywdy i nie kochajcie ich „małpią miłością”! Dziecko musi znać granice – co wolno, a czego już nie. Musi znać swoje obowiązki, a powinnością każdego malucha jest słuchanie rodziców i wypełnianie ich poleceń. Oznacza to, że nie dziecko decyduje (czy je czy nie je, czy idzie spać, czy nie), ale Wy, którzy jesteście DOROŚLI.

Dziecko potrzebuje też planu dnia, który jest w miarę stały – musi wiedzieć z wyprzedzeniem, że za chwilkę będzie obiadek, że jeszcze dwie bajki i idzie się kąpać, że dziś jedziecie do babci – dajcie mu czas na to, by przyzwyczaiło się do tej myśli, skończyło swoją zabawę, oglądnęło bajkę do końca. Sami na pewno też nie znosicie, gdy się Wam przerywa, gdy ktoś zmienia Wasze plany, nie informując Was o tym wcześniej –  bądźcie fair w stosunku do swoich dzieci, a z pewnością odwdzięczą się Wam tym samym.

Pozwólmy dzieciom na stres, dobry stres – ratujący je od niebezpieczeństw, szanujący ich zdrowie i właściwe relacje z innymi. Hartujmy je w dobrych zwyczajach, w obowiązkowości, w posłuchu i szacunku dla innych. Droga do Nieba nie jest prosta i szeroka, ale wąska i kręta – baczcie, by chcąc mieć teraz chwilowy spokój, nie okazało się, że za parę lat jest już za późno by coś z dzieckiem zrobić. I jeszcze jedno – szkoła, przedszkole, niania nie nauczy dziecka jak się ma zachowywać, to w rodzicielskim domu uczymy się zachowań, które towarzyszą nam przez całe życie i które nieraz bardzo ciężko wykorzenić… Starajcie się zatem dać Waszym dzieciom dobre podstawy, by z Waszą pomocą szły w kierunku tego co wysokie, piękne, a nie przyziemne i podłe. 

O dzieciach i ich obecności przy stole…

Styczeń19

Moi Drodzy! Cieszę się wraz z Wami, że Wasz dzidziol już potrafi jeść sam essen To bardzo przydatna czynność –  na pewno się ze mną zgodzicie.

Chcę dziś poruszyć problem zachowania malucha przy stole, do którego zasiada się w większym, rodzinnym gronie (tzn. z dziadkami, ciociami, stryjkami, itp.), bo na co dzień, dla Was rodziców, problem w ogóle może być niedostrzegany… Posłużę się tu znów scenką z życia wziętą… faint

Jest stół, jest na nim niedzielna, elegancka (czyt. droga) zastawa stołowa i jest obiad w półmiskach. Przy tymże siedzą rodzice z maluchem – takim, co to już potrafi jeść sam (2+) i który zasiada na swoim krześle. I co? Cóż, gdyby ten maluch był nauczony właściwych zachowań przy stole, obeszłoby się pewnością bez takich zachowań, jak te poniższe…

  • „macanie” potraw na półmiskach – ich dotykanie, próbowanie (nadgryzienie, oślinienie) i wrzucanie na powrót do półmiska, oczywiście przy użyciu łapek;
  • jedzenie rękami – makaronu wprost z zupy, kotlecik tak też smakuje lepiej…
  • wątpliwa czystość rąk w powyższych przypadkach;
  • taplanie (fajna fontanna, no nie?) łyżką w zupie i tłuczenie się sztućcami o zastawę (ciekawy dźwięk, a i reakcja dorosłych zabawna…)
  • na krześle: leżenie, zwisanie, kucanie, klęczenie, stanie, spływanie, przechodzenie z jednego na drugie;
  • głośne piski, krzyki, domaganie się uwagi, badź kategoryczne odmawianie zjedzenia czegoś;
  • brudzenie innych przy ciągłym przemieszczaniu się – bo ono, chce akurat tam, ale to nic, że przed chwilą miało czekoladkę w łapce, a teraz ma: na łapce, na mordce i u stryjka na garniturze…
  • wypluwanie jedzenia – jak dla mnie ohyda!
  • wybrzydzanie;
  • mlaskanie;

Kochani! Za moich czasów – to nie było aż tak dawno temu… – dzieci nie sadzano do stołu z dorosłymi. Mieliśmy swój stolik, aż do momentu, gdy nauczyliśmy się jeść jak ludzie! A nieraz to trochę trwało… Teraz modne jest sadzanie dziecka przy stole, jako równego innym członka rodziny (równość czy tolerancja?). Nie czarujmy się, gdy nie potrafi się ono zachować – nie powinno go przy nim być!

Nie dążcie za wszelką cenę do tego by Wasze dziecko miało miejsce przy stole – to wymaga umiejętności okazania szacunku innym i poważania miejsca, w jakim się znajduje. Dziecko jest z natury egoistą – dąży do zaspokojenia swoich i tylko swoich potrzeb, dlatego dopóki nie zostanie odpowiednio ukształtowane i nie dowie się, że nie jest centrum wszechświata i nie wszystko mu wolno – nie powinno zajmować miejsca przy stole. Nie można pozwalać na urządzanie przy nim cyrku – to nie miejsce, ani czas na zabawę. Biesiadnicy mają prawo zjeść w przyzwoitych warunkach, nie martwiąc się tym, że zaraz zwrócą posiłek, tudzież będą wysmarowani czymś lepiącym, tłustym, czy brązowym. Nie można pozwalać na to, by cały posiłek został zdominowany przez rozbrykanego brzdąca…

Rodzice! Pokażcie swoim przykładem, jak należy się zachować przy stole – uczcie dobrych manier, porządku. Kształtujcie młody charakter – uczcie szacunku dla innych i dla szczególnych miejsc. Wpójcie dziecku wiedzę, że posiłek to nie zabawa, ale rytuał, przy którym można spędzić miło czas, porozmawiać, nacieszyć się wzajemną obecnością. Uczcie szacunku i właściwych postaw, a Wasz wysiłek z pewnością zostanie doceniony, gdy ktoś z szczerością Wam powie „cóż za grzeczne dziecko!”. Tego Wam życzę z całego serca!

O karmniku i animowanej bajce

Styczeń17

Sprawa wygląda tak… Mały dzidziol ma swoje pory karmienia, je zatem wtenczas, kiedy tego potrzebuje i zazwyczaj nie odbywa się to przy stole, tylko w bujaczku lub specjalnym stoliczku, zwanym przeze mnie karmnikiem naughty

karmienie bobasa

Problem zaczyna się, gdy dzidziol za żadne skarby nie chce w owym siedzisku wytrzymać podczas jedzenia. Powód dla którego tak się dzieje jest dla wszystkich jasny jak słońce – dziecku się najzwyczajniej nudzi! Zatem kochająca mama/tata nie bardzo mają ochotę i siłę się użerać z brzdącem i idą na ugodę – „możesz sobie chodzić, ale będę ci dawać jedzonko do dzióbka”.

Z czym się to wiąże? Cóż, po pierwsze z brakiem dzidziola w miejscu, w którym chcecie mu dać posiłek – dla mnie to już wystarczający powód, by na takie zachowania nie pozwalać – szanujmy swój czas! Drugi punkt ujemny – chcecie mieć w miarę czysto w domu, tudzież na sobie – w opcji karmienia w biegu, to raczej nie możliwe… Nie wspomnę o możliwości zadławienia się (w czasie podskoków, śmiechów, uciekania), przewrócenia się – w końcu to extra czas na zabawę – mama się mną zajmuje!!! Ale z tym i tak każdy rodzic musi się z tym liczyć, nieprawdaż?

Rozwiązanie jest w miarę proste – dajcie coś dziecku do łapek jak je, choćby łyżeczkę, widelczyk – niech samo próbuje jeść – chwilę się zajmie, poćwiczy ręce, a Wy dacie radę mu podać w normalny sposób posiłek. Można też dziecku puścić bajki do słuchania – mnóstwo jest starych, bardzo interesujących bajek-grajek, a i nowych wiele się znajdzie (genialne są Bajki z Ramą), bo nie wiem, czy każdy jest zdolny jednocześnie karmić i czytać 😀 Możecie też puścić ulubione piosenki, szczególnie te, które kojarzą się z jedzeniem – to nie problem nagrać dziś płytę CD z wybranymi piosenkami – a dziecko od razu będzie kojarzyć je z jedzeniem!

Broń Boże, nie puszczajcie dziecku bajki w TV, ani na kompie – gdy raz na to pozwolicie, wówczas zapomnijcie o zjedzeniu posiłku bez owej (nie zawsze to możliwe prawda?). Z doświadczenia wiem, że może dziecko i zje wtedy posiłek, ale po pierwsze będzie złe, że mu przeszkadzasz (zależy jak charakterny to typ), bo to przecież czas na bajkę! A po drugie będzie Was szantażować ilością oglądanych bajek – tak, tak, uczą się tego już od małego… Recz w tym by ukrócić takie zachowania w zalążku. Poza tym, nie czarujmy się, większość bajek dzieci „odmóżdża” i co najgorsza na tym początkowym etapie rozwoju, może wpłynąć wręcz destrukcyjnie na ich rozwój umysłowy i fizyczny.

Życzę powodzenia we wdrażaniu nowych rozwiązań! Gdyby ktoś miał pytanie lub też inne zdanie – zachęcam do pisania komentarzy – na wszystkie odpowiem, na te krytyczne też! val

W następnym poście będzie o obecności dzieci przy stole… Zapraszam do czytania i dyskusji!

« Starsze wpisy